wedrowka-na-wschod blog

Twój nowy blog

Wąskimi uliczkami tłocznej i gwarnej arabskiej dzielnicy schodzę ze Wzgórza Świątynnego, bramki  przeczesują wszystkich, turystów, Arabów, Żydów. Gdzieś zapiszczało, dwóch policjantów w ciemnoniebieskich mundurach zbliża się psychologicznie przemyślanym krokiem: nie za wolnym, spacerowym ale zdecydowanym.

Tłumy idą przez spalone słońce, po drodze czerpiąc chłodnej wody z wesoło tryskającego źródełka.
W oddali sylwetki, które przylgnęły do świętej ściany.

Niektórzy modlą się, niektórzy płaczą, inni ze spokojem wciskają misternie przygotowane karteczki w szczeliny starożytnej świątyni.
Inni robią zdjęcia z uśmiechem „Oh Gosh! I’ve touched the Western Wall!!”.

 

Mieszanina uczuć, mieszanina ludzi, narodowości, języków i spojrzeń na to przedziwne miejsce.


Z nadzieją czekałem na Pana,
a On się pochylił nade mną
Stopy moje postawił na skale
i umocnił moje kroki.

Zamykam oczy na to, czego tu być nie powinno.
Zostaje zapach piaskowca, wiatr bawiący się delikatnie liściami fikusa, gwar bazaru, gruchanie gołębi, letnia woda, świeże soczyste daktyle. Słońce pali miło twarz. Gorący bruk uliczki męczy stopy, rzemyki sandałów obcierają.

Zarywam głowę błękitną chustą, mniej zwracam uwagę, bezkarnie snuję się najwęższymi uliczkami, stacja piąta, odpoczywam chwilę w cieniu Krzyża, który dźwiga wstydliwie Szymon. Może łatwiej by mu było gdybym powiedziała…

Idę cały czas w górę, robi się coraz ciemniej. Po omacku szukam stopami śladów Piotra.
Są. Z początku słabe i zlęknione, ale im wyżej tym kroki jego robią się pewniejsze… cięższe… mocniejsze.
Nie nadążam za nim, muszę odpocząć…

…tam, w tym ciemnym zaułku. Tam, gdzie jeszcze słychać w oddali echo rzuconego mimochodem pytania czym jest Prawda.

Tak więc zrobiłam ten pierwszy krok i rozpoczęłam wędrówkę na bliższy wschód.

Zdarzyło się, że pewnego dnia zawędrowałam w progi Betlejem.
I w sercu ogarniętego chaosem i wojną Zachodniego Brzegu znalazłam tam najpiękniejszą i najbardziej tajemniczą Świątynię jaką zdarzyło mi się oglądać.

A w środku kwitło i pachniało bizancjum…

Jak człowiek pojeździ trochę po chińskich fabrykach, przypatrzy się temu i owemu, to strach potem wsiadać do tych oryginalnych japońskich samochodów…

Słyszy się często o tym, jak powszechne jest podrabianie zachodnich czy też japońskich marek w Chinach, ale dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy, nie zdawałam sobie sprawy ze skali. Za puszczenie w porcie kontenera z takim towarem wystarczy dać celnikom w łapę 20 tys yuanów, czyli ok 7 tys złotych.

Cała nadzieja w naszych chłopcach z u ce…

Miasto dwóch światów

1 komentarz

Na pierwszy rzut oka nie widać tego zderzenia świata fantasy i starych Chin, które jeszcze żyją w małych uliczkach.

Ale jest to już agonia starych Chin. Oddalając się od centrum nie tylko Szanghaju, ale każdego chińskiego miasta natkniemy się prędzej czy później na granicę światów.

No bo jak tu, panie dzieju, koniec z końcem związać?

 

 

…czekała sobie malutka Hui z mamusią na tatusia, który kupował jagnięcinę.

hai.jpghai3.jpghai4.jpghai2.jpg

Chińskie ściany

1 komentarz

Mam do nich słabość. W chinach graffiti jako takie nie istnieje, ale za to są ściany z ogłoszeniami.

Jednak co znaki, to znaki. Nawet nakreślone koślawo, nawet oznaczające usługi hydrauliczne, to nadal są piękne.

Tutaj, na przykład, sprzedaż granitu.

qiang1.jpg

A tutaj warsztat samochodowy:

qiang3.jpg

A tutaj, dla odmiany, ogłoszenia klinik chorób wenerycznych:

qiang2.jpg

W prowincji Zhejiang, w miasteczku Ruian na południu Chin mieszka mała Aynor.

aynor2.JPG

Tutaj Aynor razem z tatą uczy się czytać.
„Shao! Shao! Shao!” krzyczy.

aynor3.JPG

„Da” mówi tata.
„Da! Da! Da!” powtarza Aynor.

aynor4.jpg

„Tato, a ten znak?” pyta.
„Ji” odpowiada tata.

aynor5.jpg

I choć Aynor wygląda zupełnie jak mała Chineczka, to tak naprawdę jest Ujgurką. Jej mama, Shadaguli, narzeka. „Dlaczego to moje dziecko ma takie malutkie oczy??”

aynor6.jpg

Aynor oczy może i ma chińskie, ale buzię krzywi zupełnie jak mama.

aynor7.jpg

  • RSS